95. NMP w Bytomiu – zwycięstwa faworytów

W drugim dniu 95. Narodowych Mistrzostw Polski pierwsze zwycięstwa w tegorocznej edycji odnieśli m.in. broniący tytułów Magdalena Fręch i Kacper Żuk (obydwoje LOTO PZT Team), srebrni medaliści sprzed roku Katarzyna Kawa i Daniel Michalski oraz brązowy – Kamil Majchrzak (obaj LOTOS PZT Team).

Ważnym punktem dnia było spotkanie z gwiazdami tenisa – Agnieszką Radwańską i Jerzym Janowiczem, którzy rozegrali pokazowy trening z dziećmi objętymi Programem Upowszechniania Tenisa – Rakiety Lotosu.

– To niesamowicie miłe zobaczyć jak takie maluchy odważnie i z pełnym angażowaniem przebijają piłki przez siatkę. Mam nadzieję, że wśród nich znajdują się przyszli mistrzowie Wielkich Szlemów. Trochę im zazdroszczę, że obecnie na starcie mają zupełnie inne warunki, niż ja w ich wieku. Takie programy, jak Rakiety Lotosu, czy ogólnie coraz większa grupa sponsorów wspierających polski tenis właśnie od podstaw, w tych najniższych grupach wiekowych naprawdę robią wielkie wrażenie – powiedziała Agnieszka Radwańska, była wiceliderka rankingu WTA Tour i finalistka Wimbledonu 2012.

Zanim na kort wyszli Radwańska i Janowicz, pierwsze mecze wygrali najwyżej notowani uczestnicy 95. NMP w Bytomiu. Ubiegłoroczna triumfatorka Magdaleba Fręch (LOTOS PZT Team) pewnie pokonała Olivię Bergler 6:1, 6:0.

– Zawsze fajnie jest zagrać w domu, szczególnie, że później jest turniej WTA w Gdyni, więc jestem dwa tygodnie w Polsce. To miłe dla mnie wydarzenie. Zawsze było o co walczyć podczas mistrzostw kraju, bo tytuł jest tytułem i robiło się wszystko, żeby go zdobyć. Na pewno pula i nagrody podnoszą teraz rangę mistrzostw. Oby co roku było jeszcze lepiej, żeby ci najlepsi zawodnicy chcieli zawsze przyjeżdżać. Wiadomo, że w tym samym czasie są turnieje WTA, więc plany zamiast mistrzostw oczywiście były. Postanowiłam jednak ze względu na organizację, to jak dobrze się tu czuję i to, że jest to moje miasto, z którego klub reprezentuję, zdecydowałam, że przyjadę i zagram. Bardzo mnie cieszy, że gram coraz skuteczniej w Tourze, moja sytuacja wygląda lepiej niż przed rokiem. Jestem wyżej w rankingu i liczę, że w Australian Open będę już grała turniej główny. Oswoiłam się już z tym, że wokół mnie są najlepsze tenisistki na świecie. Tak jak kiedyś robiło to wrażenie i było nieosiągalne, bo wyjście z eliminacji było sukcesem, tak teraz mam apetyt na więcej i mam nadzieję, że tak będzie – powiedziała po meczu Fręch.

Również ubiegłoroczny mistrz bez większych problemów Kacper Żuk (LOTOS PZT Team)  osiągnął druga rundę, pokonując Kamila Gajewskiego 6:3, 6:1.

– Na szczęście nie było powtórki z rozrywki sprzed roku, kiedy już w I rundzie byłem jedną nogą poza turniejem. Minął rok, jestem innym zawodnikiem. Ciężkie losowanie, bo z Kamilem Gajewskim znamy się już długo. Wiem, że potrafi grać na super poziomie. Początek był bardzo trudny, on grał super, ale ja trzymałem swój poziom. Wiedziałem, że jak będę konsekwentny, to w końcu wszystko pójdzie w moją stronę. Cieszę się, że zagrałem na dobrym poziomie i zobaczymy, co dalej. Mistrzostwa Polski mają pewien prestiż. Nie tak, jak kilka lat temu, kiedy mało kto w nich grał, bo to się nie opłacało. Teraz nie dość, że jesteśmy w gronie znajomych, jest świetna obsada, więc zwycięstwo w takim gronie nie jest łatwe. Nagroda główna? Super, że jest, ale to drugorzędna sprawa. Najważniejsze jest to, żeby zaprezentować się jak najlepiej. Jak się uda wygrać, to super. Jak nie, to trudno – powiedział Żuk.

Po zwycięskich meczach powiedzieli w niedzielę:

Katarzyna Kawa (1.):
Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy po wznowieniu gry. Dobrze, że mecz został przerwany przez deszcz przy wyniku 5:3, bo miałam komfort prowadzenia i nie musiałam od razu wygrywać. Z czasem i tak grało mi się coraz lepiej. Zawsze pierwsze mecze są trudne mentalnie. Paulina grała bardzo dobrze momentami, dlatego musiałam wejść na wysoki poziom. Powoli, bardzo powoli idzie ku lepszemu, wymaga to ode mnie dużej cierpliwości. Brakowało mi zdrowia. Od zakażenia COVIDem bardzo się męczyłam z tenisem, posypała się masa kontuzji. Cieszę się, że jestem zdrowa i właściwie to drugi tydzień od marca, kiedy nic mnie nie boli. Gramy w deblu z Weroniką o złoty medal. Poznałam Weronikę podczas zgrupowania, zobaczyłam, że prezentuje dobry poziom i możemy zagrać dobrze debla. Zazwyczaj gram w duecie Magdą Fręch, ale ona tu zrezygnowała z debla. Razem zagramy za to w Gdyni.

Weronika Falkowska (nr 3.):
Na pewno, pierwsze rundy na nowych obiektach, w innym miejscu są trudne. Oczywiście prowadziłam w drugim secie 4:1, straciłam koncentrację, ale w trzeciej partii zagrałam swoje i gładko wygrałam. Na pewno dla mnie to kolejna lekcja i wyciągnę z niej wnioski i w kolejnej rundzie będzie już lepiej. Priorytetowo traktuję singla, ale jeśli zapisuję się do debla, to też traktuję to poważnie. Gramy z Kasią Kawą, będziemy rozstawione i powalczymy o medale.

Kamil Majchrzak (nr 1.)::
Nie ukrywam, że drugi set nie do końca potoczył się po mojej myśli. Szymon podniósł poziom swojej gry, lekka chwila rozprężenia kosztowała mnie breaka. Przy świetnie dysponowanym Szymonie i jego serwisie trudno mi było wrócić do seta. Uwierzył, że jest w stanie wygrać ze mną i napsuć mi krwi. Ja też nie do końca odnajdywałem się na korcie. Potrzebowałem czasu, żeby wrócić do swojej gry, ale nie było wymian, więc było mi niezwykle trudno znaleźć swój rytm. Trenowaliśmy ze sobą, więc wiedziałem, że nie będzie łatwo i że taki ma właśnie styl. W drugim secie miał dwie piłki setowe, ale odrodziłem się po tie-breaku domknąłem spotkanie. Ja też ostatnio siebie losowałem jako lucky losera na Wimbledonie i nie wylosowałem, więc może jednak trzeba unikać brania losu w swoje ręce. Wracając z trawy jestem bez rytmu, trochę między przygotowaniami do Tokio, muszę to wszystko poukładać, żeby podnieść poziom swojej gry.

Maks Kaśnikowski:
Zagrałem dobry mecz i dlatego nie musiała być ta I runda dla mnie trudna. Zrealizowałem swoją taktykę w stu procentach. Byłem skoncentrowany, postawiłem Marcelowi Politowiczowi wysoko poprzeczkę. Mogę się tylko cieszyć z szybkiego zwycięstwa i grać. Świetnie się tu czuje. Jest super atmosfera, znakomita organizacja. Nic tylko grać i wygrywać. Wróciłem teraz z Wimbledonu. Przestawienie się z trawy na mączkę jest łatwiejsze niż przestawienie z ziemi na trawę. Na mączce gram całe życie i wystarczyło parę treningów i jestem w stu procentach gotowy.

Joanna Zawadzka:
Pierwszy mecz zawsze jest trudny, żeby poczuć kort. Jest do przodu, powoli małymi kroczkami. Nie mogłam zakończyć tego meczu, popełniałam dużo błędów, spóźniałam się z uderzeniem, nie miałam kontroli nad forhendem, który jest moją najmocniejszą bronią. Dziś poodbijam chwilę i jutro będę jak nowa. Bardzo lubię tutaj grać. Ostatnio przegrałam tu z Kasią Piter, była szansa na wygranie, ale niestety, jeszcze nie tym razem. Mam nadzieję, że tym razem zrobię lepszy wynik.

 

NA ŻYWO

kort centralny

kort 4

x